Nie spałem jednak długo. Po około dwudziestu minutach otworzyłem oczy. Wstałem natychmiastowo i spojrzałem w kierunku dziewczyny. Spała, oddychając cicho. Wstałem z łóżka i ubrałem zwykłe spodnie o koszule, oraz opończę. nasunąłem kaptur na głowę, wziąłem głowę wilkołaka i wyszedłem z pokoju, kierując się na zewnątrz. Karczma była pusta, żar delikatnie dawał pomarańczowy blask w palenisku.
Wyszedłem na zewnątrz i ruszyłem spokojnym krokiem w stronę centrum miasta, szukając miejscowego łowcy nagród. Sowicie mnie wynagrodzi w zamian za wilczą głowę, a do tego będę mógł kupić sobie parę opatrunków. Przydadzą mi się na przyszłość, bo nie zawsze ktoś da radę mnie uratować.
***
Wychodząc z domu łowcy nagród, pożegnałem się nim zwykłym najemniczym znakiem. Okazało się, że był to Bolten, jeden z dawnych najemników, który dość miał eskortowania karawan i zatrudnił się jako łowca potworów, a także nagród. Nie raz pracowaliśmy razem, toteż dostałem parę zniżek na opatrunki od niego, a do tego zapłacił mi dwieście koron za odciętą głowę. Sprawdziłem swoje mieszki i korony, które miało powciskane w buty i kieszenie.
- Siedemset osiemdziesiąt dwie. Starczy na dobry pałasz, godne życie przez miesiąc lub całkiem pokaźną ucztę. - Wzdycham. Chowam z powrotem swoje pieniądze, i staram sobie przypomnieć ile mam schowane w domu. - Zanim osiągnę swój cel, minie pewnie ze sto lat. Tyle to ja nie dożyję. - Pogładziłem w zamyśleniu brodę, idąc w stronę karczmy. Tuż przed nią przywitała mnie Abigail, stojąc w pełnym ubraniu, a obok niej był cały nasz dobytek. Stały też obok dwa piękne konie.
- Widzę, że jesteś już gotowy. To co, ruszamy? - Zapytała mnie, a ja uniosłem brwi, pełen podziwu dla jej zaradności. Skinąłem głową i zbliżyłem się do swojego sprzętu oraz czarnego konia, którego kojarzyłem z wyglądu.
- To co teraz? Gdzie jedziemy? - Zapytałem, dosiadając ogiera i patrząc w twarz Abigail. Zrezygnowałem z noszenia maski, ale tylko w jej towarzystwie i pewnej innej kobiety. Obie mi imponowały, choć Abigail była zdecydowanie milsza. Ale tamta za to poprawiało mi humor samą swoją irytującą obecnością. - Wiesz, do świtu mamy daleko, więc droga będzie bardziej niebezpieczna. Mamy dużo czasu, więc nie musimy się spieszyć. - Dodałem, uśmiechając się.
(Abigail?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz