- Abigail gdzieś poszła - obwieścił Magra, gdy zszedłem na parter. - Ubrana była jak na lato.
- A mnie się czepiała - przewróciłem oczami.
- Lubię ją - stwierdził, siadając przy stole.
Pokiwałem głową. Też ją lubiłem.
Usiadłem na krześle naprzeciwko niego i oparłem się łokciami o blat, splatając ze sobą palce.
- Gdzie zamierzasz dalej pójść? - zapytał, obserwując mnie uważnie.
- Na wschód, nie wiem dokładnie - westchnąłem. Nigdy nie miałem planu podróży.
- Życia ci nie starczy na te twoje wieczne wycieczki - parsknął śmiechem.
- Gdybym był nieśmiertelny, zwiedziłbym wszystko po kilkadziesiąt razy - odparłem z tajemniczym uśmiechem.
- Masz bujną wyobraźnię, Taemin.
- Mówię całkiem poważnie - zmarszczyłem brwi. - Będąc nieśmiertelnym, zwiedziłbym wszystko, nauczyłbym się wszystkiego, widziałbym wszystko.
- Dla niektórych nieśmiertelność może być przekleństwem - Bosmer zamierzał ostudzić mój zapał. - Wyobraź sobie, że widziałeś, zwiedziłeś i nauczyłeś się wszystkiego. Jednak co dalej? Będziesz żyć w samotności i nudzie. Takie jest moje zdanie na ten temat.
- Nudzie? - zaśmiałem się. - Świat nie jest nudny. Można znaleźć tysiące różnych ciekawych zajęć.
- Chodzi mi tu o cel - westchnął. - Żyjemy w określonym celu. Jeżeli będziesz żyć wiecznie, to w końcu już nie będziesz mieć celu.
- Nawet jako śmiertelnik nie mam celu, więc co za różnica - wzruszyłem ramionami.
- Jakbym gadał do ściany...
Niespodziewanie ktoś wszedł do pomieszczenia. Magra szerzej otworzył oczy.
- Wróciłam - triumfalnie oznajmiła Abi, a ja zaśmiałem się i uderzyłem elfa w ramię.
- Coś się tak przestraszył? - zapytałem z wrednym uśmiechem.
- Nie przestraszyłem się - burknął, wstając z krzesła. - Mam dużo roboty. Spadaj do swojego pokoju.
Posłałem mu rozbawione spojrzenie, po czym zerknąłem na Abi.
- A mnie się czepiałaś, że za lekko się ubieram - zmrużyłem oczy i dotknąłem jej dłoni, która była lodowata. - Jeszcze się rozchorujesz.
- Będzie dobrze, nie rozchoruję się - zapewniła z uśmiechem i weszła na piętro.
Kierowany jakimś instynktem udałem się do kuchni. Przygotowałem dwa kubki, w których zrobiłem herbatę z miodem. Przy okazji rozlałem trochę wrzątku. Syknąłem, gdy woda oparzyła wierzch mojej dłoni.
Brawo, Taemin, nawet zaparzenie herbaty już cię przerasta.
Szybko przetarłem blat i udałem się z kubkami na piętro. Zapukałem butem do pokoju Abigail. Po chwili dziewczyna otworzyła drzwi.
- Na rozgrzanie - wręczyłem jej herbatę.
- Dzięki - obdarzyła mnie uśmiechem, po czym spojrzała na moją dłoń. - Oparzyłeś się?
- To nic - mruknąłem. Dziewczyna jednak dotknęła rany. Skrzywiłem się lekko, lecz po oparzeniu nie został żaden ślad.
- Również dzięki - spojrzałem na nią z wdzięcznością i wycofałem się.
Wszedłem do swojego pokoju i położyłem kubek na komodzie, tuż obok wina. Właśnie, prawie o nim zapomniałem. Chwyciłem butelkę i otworzyłem ją. Dostrzegłem krytyczne spojrzenie Ayamy.
- No co? - prychnąłem. - Herbata musi trochę ostygnąć.
Wziąłem kilka łyków i odstawiłem butelkę. Miałem lekką słabość do wina, nic na to nie poradzę. Usiadłem na łóżku i wziąłem się za dalsze ozdabianie pochwy do noża. Wysypałem zakupione dziś cytryny. Precyzyjnie wypełniłem nimi puste miejsca. Ostateczny efekt bardzo mi się podobał. Odłożyłem skończone dzieło na szafkę nocną. Podszedłem do okna i otworzyłem je na oścież. Poczułem uderzenie świeżego zimowego powietrza. W Białym Szczycie oddychałem takim codziennie. Czy tęskniłem za tamtymi terenami? Nie wiem. Z jednej strony lubiłem mroźny klimat i piękne widoki zaśnieżonych dolin. Z drugiej natomiast bałbym się wrócić z obawy na wspomnienia, które tam zostawiłem. Nie lubiłem wracać myślami do przeszłości.
Oparłem się łokciami o parapet. Na nos spadł mi płatek śniegu. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
Spojrzałem na zegarek. Była prawie dwudziesta pierwsza trzydzieści. Nie miałem zamiaru jeszcze iść spać.
Usiadłem na łóżku po turecku i wpatrzyłem się w drzwi.
Wyczuwałem kłopoty, bo zaczynało mi się nudzić.
A gdy zaczyna mi się nudzić, zaczynam mieć dziwne pomysły.
Starałem się wykombinować jakieś zajęcie. Po chwili przypomniałem sobie o herbacie. Podszedłem po nią i wziąłem łyk. Jej temperatura była idealna. Ponownie usiadłem na łóżku. Moje myśli pogalopowały w kierunku Abi. Lubiłem ją, ale jednocześnie jej osoba mnie intrygowała. Nadal nie wiedziałem o niej zbyt wiele. Znała się na magii, była uzdolniona atystycznie. Przypomniał mi się incydent z broszką. Nie byłem na nią zły, dziwiła mnie jednak jej reakcja. Jak srebro mogło ją poparzyć? Potem jeszcze nasz wypad do cyrku i jej akcja z lwem. Trwało to kilka sekund, lecz udało mi się to zauważyć. Niezwykłe.
Po wypiciu herbaty odłożyłem kubek i położyłem się. Ayama zbliżyła się. Teraz jej pysk znajdował się na wysokości mojej twarzy.
- Tobie też się nudzi? - przeciągnąłem się i pogłaskałem ją po łbie. - Jeśli tak, to podaj mi wino.
Abi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz