wtorek, 23 stycznia 2018

Od Taemina do Abigail

Spojrzałem na wodnego smoka z szacunkiem. Mimo że chowałem urazę do przedstawicieli jego rasy, zawsze podziwiałem ich piękno i siłę.
Postanowiłem stworzyć iluzję. Nie różę, nie nóż, nic małego. Chciałem zapanować nad dużą. Zawsze wymykały mi się spod kontroli, może teraz mi się uda?
Przymknąłem oczy. Starałem się przywołać jakieś miłe wspomniemie. Pomyślałem o naszych występach na biesiadzie.
Na pewno były milsze, ale to pierwsze przyszło mi do głowy.
Po uniesieniu powiek ujrzałem polanę, z każdej strony otoczoną świerkami.
Wiatr delikatnie poruszał gałęziami, tworząc melodię lasu.
- Świetnie - z ust Abi padła pochwała, na co się uśmiechnąłem.
Wycofałem iluzję.
Podtrzymywanie tak dużych pochłaniało energię dość szybko, a ja nie zamierzałem się jeszcze zmęczyć.
- Jak przenosisz iluzje do rzeczywistości? - zapytała dziewczyna.
- Ciężko powiedzieć, robię to automatycznie - odparłem. - Żeby się to udało, iluzja musi być wykonana idealnie. Nie tylko z zewnątrz. I nie dotyczy to istot żywych. Chyba że tchnie się w nie duszę z innego ciała.
Pamiętam, jak matka zrobiła kiedyś coś takiego. Chciała uratować orła. Nie mogła uzdrowić jego ciała, stworzyła więc dla niego nowe i przeniosła duszę.
Tego jednak nie potrafiłem.
- Stwórz coś prostego - poleciłem.
Na moje słowa wykonała iluzję pióra.
Musiałem przyznać, że było bardzo starannie wykonane.
- Powinnaś poczuć coś w rodzaju bariery...musisz przepchnąć przez nią iluzję.
Po chwili Abi wyciągnęła dłoń i złapała materialne już pióro.
- Chyba rozumiem - uśmiechnęła się.
Kątem oka zerknąłem na Magrę. Wydawał się być nad czymś bardzo skupiony. W jego spojrzeniu wychwyciłem nutę irytacji.
- Dlaczego jemu się nie udaje? - wskazałem na Bosmera.
- Nie wiem - odpowiedziała, lecz usłyszałem lekkie wahanie. Postanowiłem na razie to zignorować.
Stworzyłem kolejną iluzję. Kilkanaście metrów przede mną stanął wilk o ciemnym jak noc futrze. Wyróżniały się tylko oczy o bursztynowym kolorze.
Zwierzę zaczęło biec w moją stronę, szczerząc kły.
Gdy dzieliły nas trzy metry, podskoczyło. Nie zdołało mnie jednak dosięgnąć, rozpadło się bowiem na tysiące drobnych turmalinów o różnych odcieniach.
Uśmiechnąłem się z tryumfem.
Na tym jednak nie skończyłem. Turmaliny przemieniłem w motyle. Wszystkie były szafirowe.
Wśród nich dostrzegłem jednego rubinowego. Uniosłem brwi i spojrzałem na Abi, która się uśmiechnęła. To wyjaśniło wszystko.
Stworzyłem ostatnią iluzję, jaką był puchacz śnieżny. Ptak zatoczył w powietrzu koło i wylądował na moim ramieniu.
Szkoda, że nie potrafiłem jeszcze oszukać słuchu. Chętnie tchnąłbym w puchacza głos.
Ptak ponownie wzbił się w powietrze. Kilka białych jak śnieg piór powoli zaczęło opadać.
Zmieniłem puchacza w pył i odetchnąłem.
Zabawa w pustce była lepsza niż mogłem przypuszczać.
Przez chwilę obserwowałem Abi i jej smoka. Musiałem chwilkę odpocząć.


Abi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.