poniedziałek, 15 stycznia 2018

Od Sekhmet do Abigail

Zwiadowca spał niespokojnie tej nocy. Nie winił jednak za to twardego jak kamień łóżka, które po prawdzie było jedynie starym materacem z paroma kocami śmierdzącymi potem alkoholika po wizycie w piwnicy gospodarza. W końcu do takich warunków był przyzwyczajony. Spać kobiecie nie dawała świadomość że dzieli te parę metrów kwadratowych z zupełnie obcą osobą. Na dodatek dość nie typową. Rzadko kiedy widywało się szlachetnie urodzone panny nocujące w spelunach takich jak tamta.
- Dzień dobry Sekhmet - z nerwowego przewracania się z boku na bok wyrwał ją głos Abigail. - Pora wstawać, za kwadrans ruszamy.
Ciemno włosa bez słowa usiadła na "łóżku". Minęła dość długa chwila apatycznego milczenia, zanim Falka podniosła zdezorientowany wzrok na blondynkę.
- Chwila, jak to ruszamy? - warknęła dość obcesowo. - Gdzie niby?
- Jak to gdzie? - zaśmiała się nieznajoma, lecz na jej twarzy pojawiła się delikatna konsternacja spowodowana niepewnością, czy Sekhmet sobie żartuje, czy wręcz przeciwnie. - Ratować królową Zjednoczonych Diun.
Falka z niezbyt tęgim wyrazem twarzy starała sobie przypomnieć zeszło nocną rozmowę. Była bardzo zmęczona podróżą, przez co nie do końca świadoma tego co mówi bądź na co się zgadza. Gdy w końcu ją oświeciło poderwała się z materaca odciągając tym samym blondynkę od przygotowań do drogi.
- Bardzo Panią przepraszam, ale chyba zaszło pewne nieporozumienie - zaczęła rozcierając zmęczone skronie. - Nie jestem rycerzykiem na wynajem.
Powiedziawszy to wskazała na leżąca obok łóżka opaskę uważając ja za wystarczające wytłumaczenie. Abigail posłusznie powędrowała wzrokiem za palcem lecz w odpowiedzi jedynie wzruszyłam ramionami.
- Masz ważną przesyłkę? - spytała.
- Nie - odparła zabita z tropu ciemnowłosa.
- Pędzisz na złamanie karku po ważny meldunek?
- Nie jestem zobowiązana do wyjawiania pani informacji odnośnie mojej profesji - trochę zaniepokoiło zwiadowcę to nagłe przesłuchanie.
- Uznam to za nie - nie przejęła się uwagą szlachcianka. - A więc nic ci na drodze nie stoi...
- Z całym szacunkiem - wtrąciła Sekhmet.- Takie działanie może zostać odebrane jako popieranie jednej ze stron konfliktu. Nie mogę narażać Poczty na oskarżenia o stronnictwo i ingerencję w politykę. My tylko przenosimy wiadomości.
- A co powiedzą pozostali władcy, gdy dowiedzą się że członek Poczty dopuścił do morderstwa królowej?
Silny argument uciszył brunetkę. Nie wiedząc co mogłaby powiedzieć w milczeniu lustrowała wzrokiem szlachciankę. Nie tylko jej postawa świadczyła o determinacji. Przede wszystkim w jej oczach żarzył się płomień ambicji i nieugiętości. W ślepiach Sekhmet zaś, można było zobaczyć wewnętrzny konflikt, który wyraźnie wygrywała chęć pomocy kobiecie I do niedawna uśpiona, potrzeba przygód.
- Czy mogłabym zobaczyć ów list? - poddała się.
Zadowolona z wygranej Abigail, uśmiechnięta od ucha do ucha wręczyła zwiadowcy kawałek papieru, a nozdrza brunetki uderzyła intensywna woń dzikiego bzu.
- To nie moje perfumy - uprzedziła pytanie blondynka powróciwszy do swoich przygotowań.
Sekhmet kiwnęła tylko głową w odpowiedzi nie zaprzestając studiowania groźby. Eleganckie, pisane kursywą litery z zawijasami na końcu każdego słowa oraz intensywna kwietna woń wskazywały na kobietę, lecz znając dziwy współczesnego świata Falka postanowiła nie wyciągać pochopnych wniosków. W końcu oddała papier "właścicielce".
- Czy nie uważacie szanowna Pani, że ryzykownym jest zabierać z miejsca zbrodni groźbę od mordercy? Możecie być osądzoną o winną zabójstwa...
- Zdaję sobie z tego sprawę - zakończyła temat szlachcianka. - I proszę, przejdźmy na ty.
- Jak sobie życzysz.
- To, co ruszamy? - kobieta zarzuciła na siebie swój złoty płaszcz.
Sekhmet w odpowiedzi założyła szmaragdowy strój (gdyż zasnęła w swojej koszuli i spodniach, nawet butów nie zdejmując) i zsunęła się po drabinie. Po chwili na parterze znajdowała się również Abigail która z zaskakującą zwinnością, niespotykaną u wyższych sfer, pokonała dystans między stryszkiem a drewnianą podłogą karczmy.
- Dzień dobry Panienkom - przywitał je uradowany karczmarz.- Wygodnie się spało?
Obie kobiety zignorowały pytanie, które dla nich wydawało się być retorycznym. Sekhmet zasiadła przy jednym ze stołów, nadal brudnym od piwa i resztek mięsa po wczorajszym biesiadowaniu. Abigail jednak otworzyła drzwi z wyraźnym zamiarem dosłownie natychmiastowego wyruszenia w drogę.
-  A śniadanie? - zapytali prawie jednocześnie gospodarz i zwiadowca.
Blondwłosa odwróciła się ze zdziwieniem na twarzy.
- Jak to, przecież już musimy jechać - spojrzała wymownie na towarzyszkę.
- Bez śniadania nie ma szans - odparła śmiertelnie poważnie Sekhmet.
Tym razem nie zamierzała jasnowłosej ustępować. Odziana w złoty płaszcz kobieta z początku stała w drzwiach coraz wyżej unosząc brwi. Gdy skończyło jej się  czoło  westchnęła i uległszy zasiadła naprzeciwko Falki. Po chwili gospodarz przyniósł parę kromek chleba, resztki wczorajszej pieczeni ze śliwkami i miseczkę smalcu. Trochę zbyt tłusto jak dla mnie, pomyślała ciemnowłosa, ale lepsze to niż nic.
- To jaki masz plan działania? - zapytała brunetka smarując kawałek chleba twardym smalcem. - Zakładając że jakiś masz...


Abigail? Wbijamy na chama, czy bierzemy gościa podstępem? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.