- Owoce nie są dla wilczków - pochyliłam się nad nią.
Usiadła i patrzyła się na mnie.
- No dobrze pójdziemy na spacer i coś dla ciebie znajdę. Ja przy okazji też muszę coś znaleźć - poczułam pieczenie w gardle.
Niespodziewanie po schodach zszedł Taemin.
- Gdzie idziecie? - zapytał ubierając płaszcz.
- Na spacer, musimy znaleźć jakieś kości dla Ayamy, bo co chwilę chce mi coś zjeść - otworzyłam drzwi i już miałam wychodzić.
- Idę z wami - stał już za mną.
- Okej - powiedziałam bez chwili namysłu. Zapomniałam o najważniejszej rzeczy, którą miałam tam zrobić. No cóż teraz mu już nic nie powiem, jak coś to będę się musiała odłączyć od grupy na jakiś czas.
Szliśmy ścieżką w głąb lasu. Bardzo go polubiłam, tyle było tu zwierząt. Przypomniało mi się miejsce, w którym stał kiedyś mój dom. Jest tam teraz las, którego jestem właścicielką. Mój dom stał na skarpie około pięćdziesiąt metrów nad taflą wody. Codziennie rano zbiegałam z niej schodami, które zrobił kiedyś tata, spotykałam się tam z Elisif. Jak byłam tam ostatnio skoczyłam z tego klifu, to było piękne uczucie.
Przystanęłam na chwilę przy drzewie, Taemin i Ayama też się zatrzymali.
- Nic ci nie jest? - zapytał zatroskany.
- Nie nic, idźcie dalej. Potem do was dołączę. - uśmiechnęłam się, a oni poszli dalej.
Gardło piekło mnie jeszcze bardziej niż wcześniej, a ciało miałam obolałe. Nie miałam siły, aby przemienić się w mgłę. Poszłam powoli w przeciwną stronę niż oni. Nie chciałam bym się na nich natknąć w tym stanie. W pewnym momencie przystanęłam i zaczęłam nasłuchiwać. Poszłam w stronę szmerów. Zauważyłam stojącą tam sarnę. Podeszłam do niej jak gdyby nic, zwierzęta nie czuły przy mnie strachu.
- Wynagrodzę ci to - szepnęłam do niej i wgryzłam się w szyję. Upragnione zbawienie.
Poczułam ulgę to jest uczucie jak dla osoby na pustyni, która od pół miesiąca nic nie piła i dostanie wodę. Kiedy zauważyłam, że zaczęła słabnąć odsunęłam się od niej. Usiadła na śniegu i kopytkiem lekko ruszała śnieg. Wzięłam ją na plecy i pobiegłam do miejsca z którego tryskała magiczna woda i ją tu zostawiłam.
- Proszę, mówiłam ci, że to wynagrodzę - uśmiechnęłam się do niej, a ona zaczęła gryźć trawę w pobliżu wody.
Praktycznie nigdy nie zabijam zwierząt, tylko drapieżniki i to nawet wtedy nie zawsze. Kierowałam się w stronę gdzie słyszałam waderę i Taemina.
- Już jestem - oznajmiłam pełna entuzjazmu stojąc zaraz za nimi.
- Nie strasz - zaśmiał się.
- Znaleźliście kość?
- Tak, Ayama ma ją w pysku. Mieliśmy już cię szukać, ale sama się znalazłaś - uśmiechnął się.
- To możemy wracać - zaczęłam iść w stronę karczmy. Miałam tylko nadzieję, ze nie mam już lekko czerwonych zębów. Po przejściu około pięciu metrów odwróciłam się i zaczęłam iść tyłem.
- A tak w ogóle to jak masz na nazwisko? - zapytałam z zaciekawieniem.
- Lee - odpowiedział bezproblemowo.
- Lee? Po prostu Lee? - chciałam się upewnić
- Tak, mama miała tak na nazwisko. Podobno było już bardzo stare i tata je przyjął - uśmiechnął się.
Odwróciłam się i z powrotem zaczęłam iść normalnie. Skąd ja kojarzyłam to nazwisko? Skoro było po jego mamie to znaczy, że Altmerskie. Możliwe, że jak byłam mała to je usłyszałam. Później nad tym pomyślę. Weszliśmy do gospody. Ayama zadowolona dzierżyła swoja zdobycz.
- Gdzie byliście? - Magra stanął przed nami.
- Na spacerze - oznajmiłam, - Szukaliśmy kości dla Ayamy - wskazałam na nią.
Bosmer próbował czytać mi w myślach, ale nie dał rady. Zraz po tym jak tu weszliśmy stworzyłam barierę. Niestety mógł się domyślić, że coś ukrywam.
- Dlaczego nic mi nie powiedzieliście? Nie wiedziałem, gdzie jesteście, nie było was dwie godziny - popatrzył się na nas z groźną miną.
- Nie przesadzaj - powiedział Taemin i poszedł na górę, Ayama pobiegła za nim.
Popatrzyłam na zegarek, była dziesiąta. Poszłam w stronę swojego pokoju, oblizując zęby.
- Gdzie byłaś? - zapytał tym razem tylko do mnie.
Odwróciłam się do niego - Już ci mówiłam na spacerze z Taeminem i Ayamą, a i nie zapomnij o amulecie jeżeli chcesz z nami iść - uśmiechnęłam się i pobiegłam do pokoju.
Lubię Magrę, ale czasem jest zbyt irytujący. Zadaje za dużo pytań. Mam jeszcze dwie godziny zanim wyruszymy do pustki. Przypomniałam sobie dopiero teraz o lusterku, które dostałam od Elisif. Jak najszybciej zaczęłam szukać go w torbie.
- Mam - powiedziałam wyciągając, pozłacane lusterko z pięknym motywem mórz i oceanów. muszę sprawdzić czy jeszcze działa.
- Ostende quo Elisif - powiedziałam w stronę lusterka, ale nic się nie działo. No cóż trudno. Odłożyłam je na biurko i usiadłam na łóżku. Nagle usłyszałam czyjś zapłakany głos.
- Abi? Czy to ty? - po nanosekundzie byłam już przy biurku.
- Elisif, ile to już? - patrzyłam na blond włosom dziewczynę o takich samych oczach jak ja.
- Ponad pięćdziesiąt lat - to były łzy szczęścia.
- Jesteś człowiekiem? - zdziwiłam się widząc ją, gdy nie była w wodzie.
- Witam - odezwał się męski głos. Już wszystko wiedziałam.
- Kochanie możesz nas zostawić same? Proszę - powiedziała w stronę chłopaka około w naszym wieku.
- Oczywiście - skłonił się i odszedł.
- Kiedy mnie odwiedzisz? - zapytała pełna entuzjazmu.
- Mam nadzieję, że za niedługo. Za jakiś czas będę wjeżdżać przez granice Kinaygarya - oznajmiłam
- A masz jeszcze tan naszyjnik, który ci dałam? - zapytała, idąc w stronę morza.
- Naturalnie - otworzyłam szufladę w biurku i go wyjęłam pokazując go do lusterka.
- Pilnuj go jak oczka w głowie, a szczególnie klejnotu, który jest przytwierdzony do ogona - Wskoczyła do wody. Na moment widziałam same bąbelki.
- Wiem i mam go założyć, gdy cię odwiedzę. Pamiętam to tak jak byś mi to powiedziała wczoraj - uśmiechnęłam się - A jak się czuje twoja mama?
- Nie żyje, około trzy dni temu złapali ją piraci - oznajmiła ze smutkiem.
- Przykro mi - miała w prawdzie mamę dłużej niż ja, ale ból zostawał ten sam.
- Nie mówmy już o tym. Zostawiła mi kopertę i gobelin - wskazała przedmioty, które leżały na jej biurku.
- Okazuje się, że nie była moją mamą. Pamiętasz jak rodzice mówili ci, że miałaś siostrę, która urodziła się w tym samym czasie co ty, ale zmarła? To nie było kłamstwo ona nie zmarła. To ja jestem twoją siostrą - usiadła na krześle.
Zszokowało mnie.
- Ale jak to? Przecież ty jesteś syreną, a ja byłam człowiekiem - nic z tego nie rozumiałam.
- Nasza mama, ta prawdziwa, była syreną. Jak zapewne wiesz syreny mogą być każdej rasy jaka istnieje, ona była Altmerem tak jak my, dlatego niczego nie podejrzewałaś. Ja dostałam słabą magię i oczywiście tą syrenią oraz ogon, a ty bardzo silną magię i tą syrenią oraz nogi. To dlatego gdy byłyśmy małe mogłam cię tego uczyć, ponieważ miałaś odpowiedni gen. - uśmiechnęła się. Teraz to ja płakałam z szczęścia, jednak miałam jeszcze kogoś z rodziny. - Teraz w ogóle ci wszystko namieszam. - Odwróciła lustro i postawiła je na biurku. Widziałam teraz jak stała koło wielkiego gobelinu. - To nasze drzewo genealogiczne od dwudziestu pokoleń wstecz. Najstarszą osobę jaką znalazłam z naszej rodziny, nigdy nie zgadniesz. Merlin... ale nikt nie wiedział o tym, że miał na nazwisko Raven i był Altmerem, wszyscy brali go za człowieka - czekała na moją reakcję.
- Żartujesz - musiałam mieć dziwną minę, zdziwienia i szoku na raz.
- Co najlepsze miał córkę i syna, nasza linia poszła po drodze syna - pokazała ręką wiele osób, aż dotarła do nas. - córka, jak na tamte czasy przyjęła nazwisko męża. Lee... - zamurowało mnie, nie wiedziałam czy był to przypadek, czy prawda, czy sama to sobie wymyśliłam.
Zaczęła mówić dalej. - Ich linia trwała jeszcze przez pięć pokoleń od nas, kobieta ożeniła się z Onterre. Niestety linia zakończyła się kiedy miasto najechał smok, a najmłodszy potomek, liczący zaledwie dziesięć lat zmarł tam razem z rodzicami. Mimo wszystko i tak nasze geny były tak daleko od siebie, że jedynie magia przetrwała, ona wszytko przetrwa. Tak bardzo się zmieszali, w stosunku kiedy mieliśmy wspólnego przodka, że nie wiem czy odkryła byś nawet 0,0000000001% podobieństwa w genomie - widziałam smutek na jej oczach, ale też radość, że mnie widzi. Otworzyłam kompas w którym był zegarek, za pięć minut dwunasta.
- Muszę kończyć, ale postaram się z tobą porozmawiać jak najszybciej... Siostro - Uśmiechnęłam się i wyszeptałam "exitus". Na razie nic nie powiem Taeminowi. Dla mnie to i tak było bardzo dziwne, nie wiem jak by to odebrał. Poszłam przed jego pokój i zapukałam.
- Zaraz zaczynamy - drzwi przede mną od razu się otworzyły.
- Jestem gotowy, a Magra już idzie - wskazał na Bosmera, który wchodził po schodach.
- To zapraszam was do mnie - poszłam do swojego pokoju, a oni podążyli za mną. Popatrzyłam się jeszcze tylko na amulet Magry. Była na nim runa pustki, czyli dostosował się do moich instrukcji.
Otworzyłam wyłom.
- Musicie tam uważać i oczyśćcie umysł z złych wspomnień - uśmiechnęłam się po czym skoczyłam do wyłomu.
Spadłam prosto na ziemię. Za mną widziałam chłopaków, zapomniałam im powiedzieć, że to około sto metrów w dół. Wytworzyłam nad sobą strumień powietrza, po tym jak na niego opadli prze teleportowali się koło mnie. Zamknęłam wyłom, aby żaden demon się nie wydostał. Natrafiliśmy na idealne pustkowie.
- Tu póki co nic nam nie grozi - uśmiechnęłam się do nich. - Teraz Taemin, aby kontrolować tą magię musisz się najpierw jej nauczyć z czego powstaje. Przywołaj tylko najmilsze wspomnienia, te które wywarły na tobie najwięcej emocji i zrób z nimi co tylko zechcesz. Pokarzę ci przykład - zamknęłam oczy i myślałam o tym jak dowiedziałam się, że mam siostrę, o naszej walce na śnieżki, o tym jak Taemin mnie nie odrzucił kiedy dowiedział się prawdy... Było tego trochę. Możliwe, że zaczęłam się lekko unosić nad ziemią, a moje włosy uniosły się. Skierowałam całą zdobytą energię w niebo, otworzyłam oczy. Pojawił się tam piękny ogromny wodny smok. Teraz już wiedziałam, dlaczego tak lubię wodę i lud. Wylądował obok mnie. - Teraz twoja kolej możesz zrobić co tylko zechcesz. Dosłownie możesz wszystko - uśmiechnęłam się do niego.
Bosmer też próbował coś robić, ale nie dał rady. Wiedziałam dlaczego nie mógł tego zrobić.
(Taemin? Wybacz, że tak namieszałam, ale wydaje mi się
to bardzo interesujące)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz