Może tylko mi się zdawało, ale z każdym krokiem stawianym przez ogiera, dziewczyna mocniej zaciskała nogami jego boki, a tym samym działała mu na nerwy coraz bardziej i bardziej. Wyczuwałem każdą zmianę w jego truchcie; wręcz przewidziałem, że nagle zatrzyma się i stanie dęba, próbując nas zrzucić. Chociaż ufny i wytrenowany, miał swoje odchyły, które zdążyłem poznać przez ostatni miesiąc. Już miałem upomnieć towarzyszkę, ale ta powoli zaczęła się rozluźniać, chociaż ani trochę nie poluzowała ścisku na materiale mojego płaszcza, co wyczuwałem przez targanie na biodrach. Kiedy opuściliśmy granice miasteczka, powoli wkraczając na jeszcze bardziej błotnistą drogę otoczoną kilometrami drzew i krzewów, słońce chyliło się ku zachodowi. Nie brałem ze sobą lampy, bo nie przewidywałem podróży po zmroku, więc ta wyprawa mogła się różnie skończyć. Pohamowałem westchnięcie, kiedy to nieznajoma odezwała się cicho, mamrocząc coś pod nosem zaraz jak tylko padło pytanie. Nie odezwałem się jeszcze kilka metrów, skupiając się na drodze, moje myśli krążące wokół powoli zapadającej ciemności.
- Jeśli tobie jest zimno, w jednym z pokrowców powinien być koc - powiedziałem, pociągając za wodze, aby stallion zwolnił. Skądś to pytanie musiało się wziąć, a z tego co widziałem, nie jest ubrana adekwatnie do temperatury i pogody typowej dla terenów Gwiazdy. Nie zareagowała, więc po kilku minutach jazdy skręciłem tułowie zatrzymując gwałtownie wierzchowca i sięgnąłem do torby, wyciągając błękitny, delikatny w dotyku koc, który położyłem jej na nogach, wracając do poprzedniej pozycji.
- A ty..? - mruknęła. Przyjęła okrycie, zarzucając sobie na plecy, otulając się nim, a potem znów ułożyła dłonie na moich biodrach. Skrzywiłem się nieco, wznawiając chód.
- Pochodzę z zimniejszych stron, jestem przyzwyczajony do takich temperatur - wyjaśniłem. Może gdyby nie okoliczności w jakich się znajdywaliśmy, chętniej przedłużyłbym konwersację ale na ten moment, byliśmy w kropce i nie miałem na to czasu. Nie minęło dziesięć minut, a zrobiło się tak ciemno, że koń co chwilę stawał i prychał, jakby uderzył o coś kopytem. - Na chorobę..
Poruszyłem się na jego grzbiecie i zeskoczyłem na ziemię, kładąc dłoń na jego szyi. Musiałem zdać się na swoje zmysły w dalszej drodze.
- Co teraz?
"Popatrzyłem" na dziewczynę. Jeśli poszłaby na własnych nogach, pewnie co chwilę by się gubiła, przewracała i nie nadążałaby.
- Siedź, niedaleko jest wioska, zostaniemy tam do rana i wyruszymy o świcie - zacząłem iść przed siebie, nasłuchując.
- Mogę iść sama, jak powiesz..
- Jak się nazywasz? - przerwałem jej, w duchu śmiejąc się sam z siebie. Pewnie i tak nie zapamiętam jej imienia, a jak już, to zapomnę po tygodniu o nim, jak i o niej ogólnie.
- Jestem Ryuu.. - szepnęła niepewnie. Nie miałem pewności, czy to jej prawdziwe imię, ale postanowiłem nie przykładać do tego zbyt wielkiej uwagi.
- W tej chwili najlepiej, żebyś się uciszyła, Ryuu.
- Jeśli tobie jest zimno, w jednym z pokrowców powinien być koc - powiedziałem, pociągając za wodze, aby stallion zwolnił. Skądś to pytanie musiało się wziąć, a z tego co widziałem, nie jest ubrana adekwatnie do temperatury i pogody typowej dla terenów Gwiazdy. Nie zareagowała, więc po kilku minutach jazdy skręciłem tułowie zatrzymując gwałtownie wierzchowca i sięgnąłem do torby, wyciągając błękitny, delikatny w dotyku koc, który położyłem jej na nogach, wracając do poprzedniej pozycji.
- A ty..? - mruknęła. Przyjęła okrycie, zarzucając sobie na plecy, otulając się nim, a potem znów ułożyła dłonie na moich biodrach. Skrzywiłem się nieco, wznawiając chód.
- Pochodzę z zimniejszych stron, jestem przyzwyczajony do takich temperatur - wyjaśniłem. Może gdyby nie okoliczności w jakich się znajdywaliśmy, chętniej przedłużyłbym konwersację ale na ten moment, byliśmy w kropce i nie miałem na to czasu. Nie minęło dziesięć minut, a zrobiło się tak ciemno, że koń co chwilę stawał i prychał, jakby uderzył o coś kopytem. - Na chorobę..
Poruszyłem się na jego grzbiecie i zeskoczyłem na ziemię, kładąc dłoń na jego szyi. Musiałem zdać się na swoje zmysły w dalszej drodze.
- Co teraz?
"Popatrzyłem" na dziewczynę. Jeśli poszłaby na własnych nogach, pewnie co chwilę by się gubiła, przewracała i nie nadążałaby.
- Siedź, niedaleko jest wioska, zostaniemy tam do rana i wyruszymy o świcie - zacząłem iść przed siebie, nasłuchując.
- Mogę iść sama, jak powiesz..
- Jak się nazywasz? - przerwałem jej, w duchu śmiejąc się sam z siebie. Pewnie i tak nie zapamiętam jej imienia, a jak już, to zapomnę po tygodniu o nim, jak i o niej ogólnie.
- Jestem Ryuu.. - szepnęła niepewnie. Nie miałem pewności, czy to jej prawdziwe imię, ale postanowiłem nie przykładać do tego zbyt wielkiej uwagi.
- W tej chwili najlepiej, żebyś się uciszyła, Ryuu.
(...)
Wioska składała się z może pięciu chatek, przy czym każda z nich miała duże pole i bydło. Przywitało nas ujadanie psów, uciekanie kur przed koniem i wzrok wścibskich mieszkańców wyglądających zza okien. Nigdy wcześniej się tu nie zatrzymywałem, nie znałem nikogo, więc na ślepo podszedłem do domu, w którym dalej paliło się światło i brakowało w pobliżu psa, który spłoszyłby ogiera. Młoda wyprostowała się i spojrzała na mnie, a ja zapukałem żywo w drzwi, zdejmując srebrną maskę. Usłyszeliśmy skrzypienie i wrota powoli uchyliły się, ukazując siwowłosą staruszkę, z zaspanym spojrzeniem i rumianymi policzkami. Z szacunkiem pochyliłem głowę.
- Przepraszamy za zakłócanie pani spokoju. Ja i moja towarzyszka chcielibyśmy zatrzymać się gdzieś na noc, jeśli użyczyłaby nam pani stodoły, bylibyśmy wdzięczni.
- Oh mój drogi - pokręciła głową i spojrzała na dziewczynę, uśmiechając się lekko. - Tacy młodzi.. nie powinniście podróżować tak późno.. oczywiście, proszę. Wejdźcie, wejdźcie!
Wolnym krokiem, zgarbiona szurając bucikami pognała do środka domu, zostawiając nam otwarte drzwi. Podziękowałem głośno i pociągnąłem wodze, przywiązując stalliona do słupa. Gdy skończyłem, bez uprzedzenia złapałem młodszą w okolicy bioder i pomogłem jej zejść.
- Jeśli zaproponuje posiłek, odmów - uprzedziłem ją. - Widać, że mieszka sama, nie chcemy sprawiać jej kłopotu.
- Rozumiem..
- Świetnie - skomentowałem klepiąc ją lekko po plecach, aby ruszyła pierwsza. Zamknąłem za nami drzwi i odnalazłem staruszkę, która właśnie zapalała lampę przy starym łóżku, w jednym z pokoi.
- Wchodźcie, nie wstydźcie się - życzliwie gruchotała. - Niestety mam tylko jedno łóżko, ale mogę użyczyć swojego. I tak nie zasnę, reumatyzm daje o sobie znać..
- Nie trzeba, na prawdę. Dziękujemy.
Uśmiechnąłem się do niej i uniosłem jej dłoń, całując delikatnie w palce. Wesołe promyki w jej oczach zdradzały, że kiedyś była żywą i przebojową kobietą. Zabrała rękę i zachichotała.
- No już, odpoczywajcie - opuściła nas i przymknęła drzwi. Kiedy się oddaliła, odetchnąłem i strzeliłem szyją, zdejmując z siebie czarny płaszcz, zostając w dopasowanych spodniach tego samego koloru i swetrze koloru popiołu. Ryuu podeszła do łóżka i przejechała dłonią po futrze.
- Tylko jedne łóżko..
- Wyśpij się - poleciłem jej, siadając na fotelu w rogu, wyciągając sakwę. Nie mogłem przecież wyjechać z rana bez zapłaty, tak się nie robiło. Wyjąłem kilka białych koron i postawiłem na stoliczku. Widziałem, jak się w nie wpatrywała.
- Jesteś z Białego Szczytu? - zapytała ciekawsko, siadając po turecku na łóżku.
- Rozpoznałaś korony, czy zgadujesz? - uśmiechnąłem się kącikiem ust, nie potwierdzając, ani nie zaprzeczając.
- Tak mi się wydaje.. na kocu który mi dałeś był wyszyty emblem.
- Spostrzegawcza jesteś jak na ćpunkę z Zakonu - ton jakim to wypowiedziałem był nijaki, nie powinna się więc za to obrazić.
- Przepraszamy za zakłócanie pani spokoju. Ja i moja towarzyszka chcielibyśmy zatrzymać się gdzieś na noc, jeśli użyczyłaby nam pani stodoły, bylibyśmy wdzięczni.
- Oh mój drogi - pokręciła głową i spojrzała na dziewczynę, uśmiechając się lekko. - Tacy młodzi.. nie powinniście podróżować tak późno.. oczywiście, proszę. Wejdźcie, wejdźcie!
Wolnym krokiem, zgarbiona szurając bucikami pognała do środka domu, zostawiając nam otwarte drzwi. Podziękowałem głośno i pociągnąłem wodze, przywiązując stalliona do słupa. Gdy skończyłem, bez uprzedzenia złapałem młodszą w okolicy bioder i pomogłem jej zejść.
- Jeśli zaproponuje posiłek, odmów - uprzedziłem ją. - Widać, że mieszka sama, nie chcemy sprawiać jej kłopotu.
- Rozumiem..
- Świetnie - skomentowałem klepiąc ją lekko po plecach, aby ruszyła pierwsza. Zamknąłem za nami drzwi i odnalazłem staruszkę, która właśnie zapalała lampę przy starym łóżku, w jednym z pokoi.
- Wchodźcie, nie wstydźcie się - życzliwie gruchotała. - Niestety mam tylko jedno łóżko, ale mogę użyczyć swojego. I tak nie zasnę, reumatyzm daje o sobie znać..
- Nie trzeba, na prawdę. Dziękujemy.
Uśmiechnąłem się do niej i uniosłem jej dłoń, całując delikatnie w palce. Wesołe promyki w jej oczach zdradzały, że kiedyś była żywą i przebojową kobietą. Zabrała rękę i zachichotała.
- No już, odpoczywajcie - opuściła nas i przymknęła drzwi. Kiedy się oddaliła, odetchnąłem i strzeliłem szyją, zdejmując z siebie czarny płaszcz, zostając w dopasowanych spodniach tego samego koloru i swetrze koloru popiołu. Ryuu podeszła do łóżka i przejechała dłonią po futrze.
- Tylko jedne łóżko..
- Wyśpij się - poleciłem jej, siadając na fotelu w rogu, wyciągając sakwę. Nie mogłem przecież wyjechać z rana bez zapłaty, tak się nie robiło. Wyjąłem kilka białych koron i postawiłem na stoliczku. Widziałem, jak się w nie wpatrywała.
- Jesteś z Białego Szczytu? - zapytała ciekawsko, siadając po turecku na łóżku.
- Rozpoznałaś korony, czy zgadujesz? - uśmiechnąłem się kącikiem ust, nie potwierdzając, ani nie zaprzeczając.
- Tak mi się wydaje.. na kocu który mi dałeś był wyszyty emblem.
- Spostrzegawcza jesteś jak na ćpunkę z Zakonu - ton jakim to wypowiedziałem był nijaki, nie powinna się więc za to obrazić.
| To raczej ty wybacz za to coś |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz