Będzie spać na podłodze? Nie w
tym życiu.
- Ta, Ty się idź przebieraj księżnisiu, a ja idę się przejść. Dobranoc! - Rzuciłem, i zanim zdążyła zareagować zabrałem Vuko oraz torbę i ruszyłem ku drzwiom. Zanim jednak złapałem za klamkę, dodałem: - A, i żebyś nie wychodziła za mną, bo potraktuję Cię Vuko, a zawiera domieszkę srebra. Pa paaa, słodkich snów! - Po tych słowach otworzyłem drzwi i wyskoczyłem sprężyście na korytarz. Zatrzasnąłem za sobą drzwi i rzuciłem się pędem w stronę schodów, a potem równie prędko w stronę drzwi.
Wypadłem na dwór, sprawdzając czy nalepka Whiskey siedzi bezpiecznie w mojej kieszeni.
- No już mała, spokojnie, zaraz Cię wrzucę do księgi. - Powiedziałem pieszczotliwie, wyjmując karteluszek i wygładzając jego rogi. Oddaliłem się od karczmy, usiadłem pod ścianą jakiegoś budynku i z namaszczeniem otworzyłem moją Wielką Księgę Nalepków I Etykietów Alkoholi Przeróżnych. Przekartkowałem gdzieś na stronę 243, gdzie widniało jedno tylko wolne miejsce. Wszystkie wolne przestrzenie zajmowały nalepki i etykiety różnorakich Whiskey z różnych stron świata.
- Tu jest Twoje miejsce. - Powiedziałem wręcz z czcią, umieszczając karteczkę pomiędzy Redańskim Whiskey a Zarannym Whiskey. O tak, elita wśród elity. - Smakowałaś mi najbardziej ze wszystkich. - Szepnąłem.
Po kilku minutach schowałem księgę do torby i wstałem z ziemi. Rozejrzałem się wokoło mnie, spojrzałem w niebo. Księżyc znalazł tylko trochę wolnej przestrzeni między chmurami. Zaraz zrobi się ciemno.
- To nawet lepiej. - Powiedziałem, po czym zdjąłem maskę i schowałem do torby. Delikatnie przejechałem po metalowej płytce, która zastępowała mi policzek. Dotknąłem jej od środka językiem, smak metalu jak zwykle był dziwny. - Ciekawe jak ten kowal mi wrzucił śruby w kość. - Szepnąłem, dotykając nakrętek przytrzymujących płytkę.
Zsunąłem kaptur z głowy i wypuściłem warkocz, który swobodnie spadł mi na plecy, sięgając łopatek. Tak dobrze jest czasem być prawdziwym sobą.
- To jest dopiero przygoda. Uciekać przed łowcami wampirów, wampirowi do tego pomagać. Jeszcze wilkołaków brakuje. - Zaśmiałem się cicho. To byłoby całkiem niezłe, gdybym musiał z jednej strony bronić się przed łowcami, z drugiej przed wilkołakami, i do tego jeszcze patrzeć cały czas czy wampirzycy nic nie jest. - No nic, może kiedyś tak będzie. A teraz, czas na trening. Tylko gdzie? - Pomyślałem i zacząłem chodzić po ulicach miasta, szukając pola ćwiczebnego.
- Ta, Ty się idź przebieraj księżnisiu, a ja idę się przejść. Dobranoc! - Rzuciłem, i zanim zdążyła zareagować zabrałem Vuko oraz torbę i ruszyłem ku drzwiom. Zanim jednak złapałem za klamkę, dodałem: - A, i żebyś nie wychodziła za mną, bo potraktuję Cię Vuko, a zawiera domieszkę srebra. Pa paaa, słodkich snów! - Po tych słowach otworzyłem drzwi i wyskoczyłem sprężyście na korytarz. Zatrzasnąłem za sobą drzwi i rzuciłem się pędem w stronę schodów, a potem równie prędko w stronę drzwi.
Wypadłem na dwór, sprawdzając czy nalepka Whiskey siedzi bezpiecznie w mojej kieszeni.
- No już mała, spokojnie, zaraz Cię wrzucę do księgi. - Powiedziałem pieszczotliwie, wyjmując karteluszek i wygładzając jego rogi. Oddaliłem się od karczmy, usiadłem pod ścianą jakiegoś budynku i z namaszczeniem otworzyłem moją Wielką Księgę Nalepków I Etykietów Alkoholi Przeróżnych. Przekartkowałem gdzieś na stronę 243, gdzie widniało jedno tylko wolne miejsce. Wszystkie wolne przestrzenie zajmowały nalepki i etykiety różnorakich Whiskey z różnych stron świata.
- Tu jest Twoje miejsce. - Powiedziałem wręcz z czcią, umieszczając karteczkę pomiędzy Redańskim Whiskey a Zarannym Whiskey. O tak, elita wśród elity. - Smakowałaś mi najbardziej ze wszystkich. - Szepnąłem.
Po kilku minutach schowałem księgę do torby i wstałem z ziemi. Rozejrzałem się wokoło mnie, spojrzałem w niebo. Księżyc znalazł tylko trochę wolnej przestrzeni między chmurami. Zaraz zrobi się ciemno.
- To nawet lepiej. - Powiedziałem, po czym zdjąłem maskę i schowałem do torby. Delikatnie przejechałem po metalowej płytce, która zastępowała mi policzek. Dotknąłem jej od środka językiem, smak metalu jak zwykle był dziwny. - Ciekawe jak ten kowal mi wrzucił śruby w kość. - Szepnąłem, dotykając nakrętek przytrzymujących płytkę.
Zsunąłem kaptur z głowy i wypuściłem warkocz, który swobodnie spadł mi na plecy, sięgając łopatek. Tak dobrze jest czasem być prawdziwym sobą.
- To jest dopiero przygoda. Uciekać przed łowcami wampirów, wampirowi do tego pomagać. Jeszcze wilkołaków brakuje. - Zaśmiałem się cicho. To byłoby całkiem niezłe, gdybym musiał z jednej strony bronić się przed łowcami, z drugiej przed wilkołakami, i do tego jeszcze patrzeć cały czas czy wampirzycy nic nie jest. - No nic, może kiedyś tak będzie. A teraz, czas na trening. Tylko gdzie? - Pomyślałem i zacząłem chodzić po ulicach miasta, szukając pola ćwiczebnego.
Niewielu ludzi przemierzało
brukowane ścieżki, większość z nich zataczała się, idąc w
stronę domów. Zapewne w karczmie ktoś miły postawił dzbany wina
dla każdego.
Po około kwadransie znalazłem mały poligon dla żołnierzy, gdzie stało kilka tarcz i drewnianych pali, które to imitowały przeciwników. Wszedłem tam, nie wiedząc czy obowiązuje jakaś opłata czy cokolwiek, i stanąłem przed jednym z drągów. Jedyne co miał to stalowy hełm, w sumie już zardzewiały. Sam pal miał wiele linii, które świadczyły o treningach, jednak nie było żadnego głębszego niż na centymetr.
- Zobaczymy, czy wypadłem z wprawy. - Powiedziałem cicho, wyjmując Vuko. Zdjąłem torbę i ułożyłem ją na śniegu za palikiem, na tyle abym na nią nie stanął, ale też żebym mial ją na oku.
Złapałem Vuko jedną ręką i na próbę, bardzo powoli wykonałem kilka młynków. Rozgrzałem nadgarstki, obie ręce, i resztę ciała. - Walka nie odbywa się tylko z użyciem ramion. - Napomknąłem sobie, sam nie wiem dlaczego.
Po paru minutach stanąłem na przeciw palika i złapałem miecz oburącz. Ugiąłem lekko nogi, po czym wystartowałem błyskawicznie, tnąc Piekielną Dolną Czwartą, po czym poprawiłem szybko cięciem na odlew od lewej, by zaraz potem wykonać obrót w prawo i potężnie uderzyłem w pal płazem. Potem rozpocząłem serię piekielnie szybkich cięć, pchnięć i dolnych czwart, ciąłem znad głowy, z boku, oburącz, a na koniec zrobiłem szybki obrót i wkładająć w to siłę obu rąk i całego ciała, ciąłem potężnie tuż pod hełmem. Cięcie było potężne na tyle, że ostrze Vuko wbiło się do 3/4 w drąg i miałem potem problem z jego wyciągnięciem. Ćwiczyłem tak przez dobre trzy godziny.
Po około kwadransie znalazłem mały poligon dla żołnierzy, gdzie stało kilka tarcz i drewnianych pali, które to imitowały przeciwników. Wszedłem tam, nie wiedząc czy obowiązuje jakaś opłata czy cokolwiek, i stanąłem przed jednym z drągów. Jedyne co miał to stalowy hełm, w sumie już zardzewiały. Sam pal miał wiele linii, które świadczyły o treningach, jednak nie było żadnego głębszego niż na centymetr.
- Zobaczymy, czy wypadłem z wprawy. - Powiedziałem cicho, wyjmując Vuko. Zdjąłem torbę i ułożyłem ją na śniegu za palikiem, na tyle abym na nią nie stanął, ale też żebym mial ją na oku.
Złapałem Vuko jedną ręką i na próbę, bardzo powoli wykonałem kilka młynków. Rozgrzałem nadgarstki, obie ręce, i resztę ciała. - Walka nie odbywa się tylko z użyciem ramion. - Napomknąłem sobie, sam nie wiem dlaczego.
Po paru minutach stanąłem na przeciw palika i złapałem miecz oburącz. Ugiąłem lekko nogi, po czym wystartowałem błyskawicznie, tnąc Piekielną Dolną Czwartą, po czym poprawiłem szybko cięciem na odlew od lewej, by zaraz potem wykonać obrót w prawo i potężnie uderzyłem w pal płazem. Potem rozpocząłem serię piekielnie szybkich cięć, pchnięć i dolnych czwart, ciąłem znad głowy, z boku, oburącz, a na koniec zrobiłem szybki obrót i wkładająć w to siłę obu rąk i całego ciała, ciąłem potężnie tuż pod hełmem. Cięcie było potężne na tyle, że ostrze Vuko wbiło się do 3/4 w drąg i miałem potem problem z jego wyciągnięciem. Ćwiczyłem tak przez dobre trzy godziny.
***
Po dość długim czasie wróciłem do karczmy, w której siedział tylko jeden gość i pił wino. Spokojnym krokiem wszedłem na górę, uprzednio zakładając maskę i kaptur, a także chowając warkocz. Gdy byłem na górze, zmieniłem krok, aby nie było słychać żadnego odgłosu i podszedłem do drzwi. Zanim jednak nacisnąłem klamkę, drzwi otworzyły się natychmiast, i tuż po zobaczeniu Abi oberwałem w czubek głowy:
- Gdzieś Ty się szlajał? - Zapytała rozeźlona, odkładając na komodę drewnianą kulę, która wcześniej tam leżała.
- Auć? A gdzie "Hej, witaj!"? To bolało. - Zacząłem pocierać głowę przez kaptur. Nawet on nie zamortyzował uderzenia. - Byłem trochę się...rozerwać. - Rzuciłem, po czym wszedłem do środka i usiadłem na podłodze pod ścianą. -A teraz idę spać. Dobranoc. - Powiedziałem, wciąż czując lekki ból głowy, i po chwili chamsko zapadłem w sen.
(Abi? I co mnie bijesz? :> )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz