sobota, 30 grudnia 2017

Od Abigail do Talyush

Polubiłam Swifta i wydaje mi się, że kiedyś go spotkałam,ale nie pamiętam kiedy,nic nieważne, pewnie mi się zdaje. Tylko trochę mnie przestraszył, gdy wyciągnął broń, ale był to jedynie instynkt obronny, ja też bym się wystraszyła, gdybym w półmroku zobaczyła siedzącego koło mnie. Dobra co ja se myślę on za dwa dni mnie opuszcza, za dwa bo kiedy mi to mówił była już noc i najpewniej po północy.
- Zatrzymamy się w karczmie - rzuciłam, wskazując na tabliczkę z złotym jesiotrem
- No dobra, ale dlaczego? -  zapytał
- Bo musimy odpocząć w jakimś innym miejscu niż jaskinia i zjeść coś porządnego - powiedziałam otwierając drzwi, nikogo tam jeszcze nie było.
Podeszłam do lady i zawołałam gospodarza, pojawił się tam w mgnieniu oka, zupełnie jakby był mną, nie wyczułam tego, więc najpewniej spał pod ladą.
- Chciałam bym wynająć pokój dwuosobowy na tydzień i zjeść coś ciepłego razem z moim towarzyszem  - powiedziałam rzucając garść złotych monet na ladę, spodobało mu się, uśmiechnął się do nas.
- Akurat został nam jeszcze jeden pokój - powiedział, nie wiem dlaczego uśmiechając się do nas - rozgośćcie się i zejdźcie na dół to coś zjecie, bo wyglądacie na zmęczonych, a najbardziej ten twój towarzysz - nie wiem dlaczego dalej się uśmiechał
Zaczęłam go hipnotyzować - Dobra jeżeli ktoś tu przyjdzie to nigdy nas tu nie było i przestań się tak uśmiechać - dobra przestał to dobry znak, na koniec pstryknęłam palcami i poszliśmy na górę wrzuciliśmy tylko rzeczy do swojego pokoju, zamknęłam go na klucz i poszliśmy coś zjeść.
Gdy siedzieliśmy przy stoliku patrzyłam w menu, same pyszności.
- Ja poproszę... kurczaka z ziemniakami i mizerią z ogórków - dawno tego nie jadłam, mniam - Swift, a ty co zjesz? - zapytałam, bo był nie pewny
- Ja?... Zjem kiełbaski upieczone na ogniu - powiedział zadowolony z siebie, widziałam, że był głodny
Gospodarz odszedł do kuchni.
- Myślałem, że no, wiesz nie musisz jeść - zapytał ze zdziwieniem
- Głuptasie przecież wszyscy muszą jeść, tylko, że ja mam dodatkową dietę - uśmiechnęłam się do niego.
- Podano do stołu - powiedział gospodarz
- Mmm, to wygląda pysznie - powiedziałam i zaczęliśmy jeść - czy macie coś do picia? - zapytałam
- Oczywiście, że mamy, a czego sobie panienka, życzy? - zapytał tak jakby był nadwornym lokajem
- Ja poproszę herbatę - odpowiedziałam, już miałam pytać Swifta, ale tym razem mnie wyprzedził
- Ja Whisky - mówił patrząc na naszego kelnera
- Dobrze, zaraz wracam - powiedział do nas i odszedł
- Abigail, a tak w ogóle to dlaczego oni cię ścigają? - zapytał z troską
-Bo są to najzwyklejsze w życiu świnie które chcą nas wytępić, tylko dlatego, że nam zazdroszczą - powiedziałam zbulwersowana - i dopóki ludzie nie zaprzyjaźnią się z wampirami, oni nie odpuszczą, wiem, że to może być spowodowane innymi wampirami, ale ty mnie już trochę znasz, nie musimy być źli - dodałam ze spokojem
Swift milczał. Po około dwóch minutach przyszedł gospodarz.
- Dla pani herbata, a dla pana nasz najnowszy specjał "Biały Wilk" - zostawił całą butelkę i odszedł do siebie.
Swift nie wiem dlaczego ściągał z tego whiskacza naklejkę, ale wolałam nie wnikać.
Dopiłam swoją herbatę on też co tam miał i poszliśmy na górę.
Naszą uwagę przykuło uwagę to łóżko, wprawdzie było dwu osobowe, ale złączone.
- Będę spać na podłodze - powiedziałam rozkładając futra z mojej torby i idąc do łazienki się przebrać, ale Swift chyba chciał coś powiedzieć?


(Talyush? wiem trochę krótkie, ale mam nadzieje, że w miarę będzie)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.