środa, 27 grudnia 2017

Od Siergiej'a

- Mam nadzieję, że tym razem jesteś odpowiednio przygotowany - starszy mężczyzna w okazałej zbroi jak zawsze odwiedził mnie z samego rana tuż przed wyprawą, kiedy słońce wciąż chowało się za horyzontem. Dumnym, jednak srogim spojrzeniem oceniał wszystko, co robiłem przez ostatnie piętnaście minut, na co wyjątkowo nie zwracałem uwagi. To nie tak, że nie szanowałem jego opinii, ale każdy przyznałby mi rację; pan Xavier zwyczajnie dramatyzował. Poprawiłem na sobie długą szatę, schowałem srebrno-stalowy miecz za pazuchę do pochwy i założyłem na plecy zawiniątko w postaci torby.
- Zawsze szykuje się adekwatnie do wyprawy, nie rozumiem twoich obaw staruszku - pozwoliłem sobie na chwilę beztroskiej pogawędki, nakładając srebrną maskę. Chłodny powiew wiatru otworzył okiennice sprawiając, że moje włosy poruszyły się na wietrze. Z naszej dwójki, jedynie On zadrżał i podszedł do okien, zamykając je.
- Ostrożności nigdy za wiele.
- Wątpi Pan w moje umiejętności? - uniosłem nieco podbródek. Maska nie pozwalała mi na zobaczenie czegokolwiek, ale właśnie dlatego była tak skonstruowana. W ciemności potrafiłem lepiej ocenić swoje położenie, zdawałem się na słuch, węch i drgania. Za każdym razem więc, gdy robiłem jakikolwiek gest z użyciem głowy, nosząc na sobie ten kawałek srebra, mój nauczyciel krzywił się i mamrotał pod nosem, że to bujdy i jedynie się ośmieszam, a sama praktyka podobnych taktyk doprowadzi mnie do zguby.
- Młodość.. - pokręcił głową i razem ze mną ruszył do wyjścia z komnaty, którą przydzielono mi na czas nauki. Kroczyliśmy ramię w ramię. - Jesteście narwani, nie doceniacie potęgi przeciwnika.
- Jestem w stanie uciec od zagrożenia - uśmiechnąłem się delikatnie, ale nie miał prawa tego zobaczyć. Niektórzy słudzy oglądali się za nami obojętnym wzrokiem i wracali do roboty. Kiedy byliśmy tuż przy bramie, stając niedaleko strażników, staruszek położył dłoń na moim ramieniu i ścisnął je.
- Prawdziwy mężczyzna nie odwraca się od zagrożenia, a stawia mu czoła - wyrecytował, jednak w jego ustach zawsze brzmiało to tak, jakby mówił z głębi serca. Chwilę zawahał się, zanim pochylił nad moją głową. - Ale pamiętaj, ty zawsze musisz przetrwać.
Uniosłem dłoń i położyłem na przeciwległym ramieniu mężczyzny, również ściskając. Odsunęliśmy się od siebie.
- Ku chwale, przyjacielu.

(...)

- Prr - wydałem z siebie charakterystyczny dźwięk, zatrzymując czarnego ogiera niedaleko karczmy. Zeskoczyłem z niego i złapałem za lejce, prowadząc do stoiska, przy którym mogłem go uwiązać. Nie był specjalnie zadowolony, okolica wydawała się głośna, nigdy nie wiesz, co może się zdarzyć. Rozumiejąc jego strach, pochyliłem się nad łbem i objąłem go, szepcząc uspokajająco. Prychnął głośno i zrobił krok w przód, stając prosto tuż przy innym ogierze, jasno siwym koniu używanym do prac polnych. Dziwne, że miał na sobie siodło. Bez większego zainteresowania wkroczyłem do karczmy i zsunąłem z twarzy maskę, która płynnie zniknęła w płatach mego stroju, jakby pyłkami przywierając do czarnej powierzchni. Rozejrzałem się i zacząłem omijać stołu okupione przez handlarzy, ulicznych pijaków, dziwki i krętaczy. Jedno z miejsc w kącie było wolne, toteż pozwoliłem sobie je zająć.
- Coś podać? - młoda panienka podeszła do mnie z tacą pełną innych zamówień i uśmiechnęła się, jakby nie przeszkadzało jej wcale, że haruje noc po nocy w takim towarzystwie. Podziwiałem jej entuzjazm, który jeszcze nie wyparował. A może była po prostu nowa w branży.
- Coś mocnego - odpowiedziałem, odwracając wzrok na otwierające się drzwi, z których dopiero co przyszedłem. Miałem słaby wzrok, ale z pewnością mogłem orzec, że osoba która zjawiła się w środku, była płci pięknej i zasłaniała twarz kapturem. Tak jak i ja, rozejrzała się po miejscówce i wolnym krokiem zaczęła się do mnie zbliżać. Nic nie powiedziałem, gdy usiadła po drugiej stronie drewnianego stolika. W pewnym momencie podeszła do nas ta sama młoda dziewka z kuflem bliżej nieokreślonego płynu, który miał poprawić mi humor tej nocy.
- Proszę - zachichotała, wypinając dekolt nad stołem, odkładając naczynie. Wyprostowała się i ,,pokręciła" w miejscu, zerkając na mnie.
- Możesz odejść.
- Przynieś mi proszę wody - odezwała się nagle nieznajoma. Przeniosłem na nią wzrok, by wrócić nim do młodzianki. Miała minę, jakby poczuła się obrażona, ale posłuchała i wróciła do pracy.
- Interesujące - rzuciłem bez namysłu i uniosłem kufel. Piekło jak cholera.

| Jakaś pani raczy odpisać? |

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.