***
Wstałam około 7, Swift spał tak słodko i niewinnie. Zostawiłam mu karteczkę z napisem
"Zaraz Wracam". Gdy zeszłam do karczmy zaczepił mnie jakiś mężczyzna.
- Witam, czy to Abigail Raven? - Zapytał z niepokojem
- A kto pyta? - odpowiedziałam od razu mierząc go wzrokiem
- Kurier - pokazał mi plakietkę
- Tak to ja, a masz do mnie jakąś wiadomość? - zapytałam po czym podał mi list
Dziwne dawno nie widziałam tego nazwiska "Wall-Sorokin" ciekawe. Zaciągnęłam kaptur i Wyszłam na dwór, usiadłam pod jednym z drzew i zaczęłam czytać.
"Pragnę zaprosić Abigail Raven, córkę Swena i Elen Raven, wraz z osobą towarzyszącą na bal zimowy do rezydencji w Białym Szczycie, który odbędzie się za trzy tygodnie o zachodzie słońca"
Akurat zdążę na czas, dobrze będzie się oderwać od codzienności, chociaż ostatnio nie jest taka codzienna. Wiem już nawet w co się ubiorę, ubiorę swoją szkarłatną suknię, włosy rozpuszczę i pokręcę i dwa grubsze pasma z grzywki upnę z tyłu, założę również swoją piękną spinkę z imitacji srebra, niestety z imitacji, bo jestem na nie uczulona, ale mam nadzieję, że nikt tego nie zauważy. Nie mogę się doczekać będę tańczyć całą noc.Schowałam zaproszenie do kieszeni. Dobra to co ja miałam zrobić? No tak polowanie. Pobiegłam do pobliskiego lasu zaraz obok gór i zaczaiłam się. Po paru minutach pojawiła się sarenka, ale nie tylko ja tu byłam zaczaił się tu też wilk.
- Nie no, nie dam ci jej zabić, rzuciłam się na wilka, a sarna uciekła - wbiłam kły w szyję tego przyszłego zabójcy niewinnego zwierzątka i wypiłam tyle, aby go nie zabić, ale aby zapamiętał tą nauczkę do końca żywota, długo będzie się zbierał. Odeszłam do niego, a on od razu uciekł. Wydawał mi się trochę za duży na wilka, ale to pewnie tutejszy klimat je tak odmienił, boję się jednak, że mógł to być wilkołak, bo w takim razie źle, że go puściłam. Wolę obstawiać pierwszą wersję.
Wróciłam do karczmy, zapytałam się kelnera czy nie był tu może mężczyzna koło siedemdziesiątki, ale on nic o tym nie wiedział. Kurdę spóźnia się, ale to nic ma jeszcze pięć dni bo potem wyjeżdżam stąd i jadę do Białego Szczytu. Znów wyszłam na dwór i popatrzyłam na małą buteleczkę z moim jadem, wiem, że on tego potrzebuje, strasznie bolą go plecy i tylko to daje mu ukojenie. Jeżeli się nie zjawi zostawię to u gospodarza, wydaje się być miłym gościem, a i miałam poprosić o ten pokój z oddzielnymi łóżkami. Wróciłam do karczmy.
- Gospodarzu?
- Tak? - zapytał zaniepokojony, że coś mi się nie podoba
- Czy mógłbyś dać nam pokój w którym łóżka będą oddzielnie? - zapytałam z lekką irytacją
- Oczywiście, tylko oddaj mi kluczki do tamtego pokoju - uśmiechnął się lekko podając mi klucze do nowego pokoju.
Pobiegłam na górę, nie było mnie już dobre dwie godziny. Mam nadzieję, że Swift się nie obudził, ale słysząc jego głos zrozumiałam, że nie śpi.
- Nie no, nie dam ci jej zabić, rzuciłam się na wilka, a sarna uciekła - wbiłam kły w szyję tego przyszłego zabójcy niewinnego zwierzątka i wypiłam tyle, aby go nie zabić, ale aby zapamiętał tą nauczkę do końca żywota, długo będzie się zbierał. Odeszłam do niego, a on od razu uciekł. Wydawał mi się trochę za duży na wilka, ale to pewnie tutejszy klimat je tak odmienił, boję się jednak, że mógł to być wilkołak, bo w takim razie źle, że go puściłam. Wolę obstawiać pierwszą wersję.
Wróciłam do karczmy, zapytałam się kelnera czy nie był tu może mężczyzna koło siedemdziesiątki, ale on nic o tym nie wiedział. Kurdę spóźnia się, ale to nic ma jeszcze pięć dni bo potem wyjeżdżam stąd i jadę do Białego Szczytu. Znów wyszłam na dwór i popatrzyłam na małą buteleczkę z moim jadem, wiem, że on tego potrzebuje, strasznie bolą go plecy i tylko to daje mu ukojenie. Jeżeli się nie zjawi zostawię to u gospodarza, wydaje się być miłym gościem, a i miałam poprosić o ten pokój z oddzielnymi łóżkami. Wróciłam do karczmy.
- Gospodarzu?
- Tak? - zapytał zaniepokojony, że coś mi się nie podoba
- Czy mógłbyś dać nam pokój w którym łóżka będą oddzielnie? - zapytałam z lekką irytacją
- Oczywiście, tylko oddaj mi kluczki do tamtego pokoju - uśmiechnął się lekko podając mi klucze do nowego pokoju.
Pobiegłam na górę, nie było mnie już dobre dwie godziny. Mam nadzieję, że Swift się nie obudził, ale słysząc jego głos zrozumiałam, że nie śpi.
(Talyusch?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz