sobota, 24 lutego 2018

Od Bluvertigo CD Abigail

Odprowadziłem kobietę nic nie mówiącym wzrokiem, a gdy tylko zamknęły się za nią drzwi, poklepałem się po udzie, aby przywołać Jaxa. Wilk wgryzał się w swoje lewe przedramię, prychał i węszył, najwyraźniej próbując tak ułożyć łapę, aby zmniejszyć tępy ból, jaki nim targał. Widząc jednak, że go wołam, podbiegł do mnie truchtem, nisko zwieszając łeb. Podałem mu na dłoni kawałek mięsa i zerknąłem w wiszące przede mną zwierciadło. Jego powierzchnia była nierówna i poznaczona rysami tak, że niemal nie widziałem swojej twarzy. Tak czy siak, nie zamierzałem zostawać w tym pokoju ani chwili dłużej, niż było to potrzebne. Kobieta, która mnie tu przywlokła, wydawała się być tak pewna siebie, że aż korciło, aby pokazać jej, że nie jest pępkiem świata i nie tylko ona ma jakikolwiek wpływ na moje życie - ponieważ w gruncie rzeczy nie miała żadnego, może jedynie tymczasowo moje życie wisiało na włosku, gdy zdołała mnie podejść. Chyba jednak nie dotarło do niej, że wiem, kim ona jest. Mówiąc do mnie bardzo wyraźnie ukazywała swoje wydłużone kły. Naprawdę myślała, że ktoś, na kogo od lat bezskutecznie poluje wampir, nie pozna, kim ona jest? Niemniej, nie zamierzałem nic z tą wiedzą robić. Nie miałem dla wampirów nawet krztyny serdeczności, nie po tym, co zrobił mojej rodzinie jeden z nich. Wcale nie było powiedziane, że go znała - w końcu od samego Counette'a wiedziałem, że wampir ten, gdy nie poluje na mnie i mój ród, po prostu znika, jakby nigdy nie istniał. Byłem dzieckiem, gdy go znałem, wciąż jednak pamiętałem, jak wyglądał, gdy mi to przekazywał. Widać było potęgę w jego oczach, ale i spryt godny podstępnego węża, który - jeśli nie chce zostać odnaleziony - potrafi rozpłynąć się we mgle. Przez kilka lat próbowałem nawet współdziałać z wampirami, które stały po stronie prawa - jednak żaden z nich nie wiedział nawet, o kim mówię. Jakby gość był duchem, nigdy nie istniał. Pewne zatem było, że Counette doskonale wiedział, że mógłbym jego pobratymców odwrócić przeciwko niemu - i zabezpieczył się, pozbywając się wszelkich współpracowników. Gdy śledziłem tajemnicze zgony członków mojej rodziny dowiedziałem się, że zawsze działał sam. Nikt nie wiedział o jego "misji", jaką sobie wyznaczył, nikt mu nie pomagał. Właściwie jedyne, czego chciałbym się dowiedzieć, to co też takiego moja rodzina mu zrobiła, że musiała zapłacić za to głową...
Dotknięcie zimnym nosem mojej dłoni natychmiast mnie otrzeźwiło. Zerknąłem w dół. Jax patrzył się na mnie z czymś, co mógłbym nazwać zaniepokojeniem, gdyby oczywiście wilk był człowiekiem. Ale nie był nim, westchnąłem więc tylko i poklepałem towarzysza po rudym łbie. Następnie sięgnąłem do swojej torby. Jax postawił natychmiast uszy pewny, że chcę podarować mu jakiś przysmak, jednak ja wyjąłem tylko ostrożnie srebrne, zakrzywione ostrze, przypominające do złudzenia miniaturową kosę. Odlane ze srebrnej zastawy należącej niegdyś do mojej babki, służyło mojej matce do walki z Counette'em. Wiedziała, że jak jej matka i prababka narażona jest na atak z jego strony - gdy urodziłem się ja zdecydowała, iż lepiej będzie, jeśli będę miał się w przyszłości czym bronić. Pogładziłem ostrze z jakąś jakby nabożną czcią. Eh, gdyby matka miała ten nóż przy sobie, gdy wróg nadszedł... Może by dotąd żyła. Ja byłem jeszcze dzieciakiem, nie zdołałbym jej obronić, a ostrze leżało w mojej komnacie, zbierając kurz. Czując, że dławi mnie w gardle, potrząsnąłem głową. Nie powinienem teraz o tym myśleć. Tyle razy próbowałem się przekonać, że nie była to moja wina, nie miałem możliwości, aby wpłynąć na inny wynik tej walki. Zawsze jednak te rozmyślania kończyły się tak samo. Przegrywałem...
Za mną otworzyły się drzwi. Wyszła z nich mokra wampirzyca. Czując przypływ nagłej wściekłości, doskoczyłem do niej niczym kobra, przyciskając ją do ściany i przykładając nóż do jej bladego gardła. W jej oczach dało się zauważyć strach, gdy poczuła, że srebrne ostrze jest w stanie zranić ją - na jej szyi pojawiła się kropla krwi, następnie druga. Spróbowała się wyrwać, jednak bez przekonania, więc tylko przycisnąłem ją mocniej.
- Nie szarp się, to może twoja głowa zostanie na karku. - pouczyłem ją spokojnym głosem, choć wewnątrz się gotowałem. Obok mnie Jax warczał na wampirzycę i kłapał silnymi szczękami o centymetry od jej uda. Dałem mu tylko znak, aby się nie przemęczał, i tak chyba niewiele by jej zrobił.
- Nie myśl, że masz nade mną jakąś kontrolę. Nie jesteś moją matką, aby mieć nade mną władzę. Przeżyłem tyle lat sam, dając sobie radę z wszelkimi przeciwnościami losu, więc łaski mi nie robisz, nie wydając mnie. - piekliłem się wciąż, nie zwracając uwagi na przerażenie dziewczyny. W końcu jednak puściłem ją i patrzyłem jak odbiega kilka kroków, łapiąc się za szyję. Przeciąłem jej ledwie skórę, więc poza dwiema kroplami krwi, które spłynęły po jej dekolcie, nic jej nie było. Wyczyściłem dokładnie ostrze i rzuciłem zakrwawioną ścierkę do torby.
- Wychodzę. Nie zatrzymasz mnie. Komukolwiek byś nie powiedziała, że tu byłem... Eh, nie obchodzi mnie to.
Przez chwilę starałem się uspokoić. Nie byłoby zbyt rozsądnym dać się złapać... Ale może lepiej byłoby już to po prostu zakończyć? Pozwolić się pojmać i skazać? Ciężko by było jednak do końca swojego marnego życia tkwić w świadomości, że jestem niewinny i nie jest dane mi to udowodnić. Tyle razy jednak wychodziłem z sytuacji, które w teorii wydawały się wyjścia nie mieć, że i tą wampirzycę może zdołam przełknąć. Byłem teraz na tyle wzburzony, że nie obchodziło mnie, czy kogokolwiek ona powiadomi o moim pobycie w tej spelunie. Po prostu wrzuciłem ostrze do torby i wyszedłem, wzrokiem nakazując kobiecie zostać tam, gdzie stała, jeśli nie chciałaby stracić ręki lub głowy. Z Jaxem u boku wymknąłem się tylnym wyjściem, na zewnątrz w biegu zmieniając się w wilka grzywiastego. Byłem w tej postaci nieco wyższy niż Jax oraz jaśniejszy, a moja grzywa nie była czarna. Gdy tylko poczułem, że torba ląduje na ziemi, złapałem jej pasek w zęby i ruchem ogona nakazałem Jaxowi biec za mną, jak gdyby nasza dwuosobowa wataha zamierzała na coś zapolować. W tej postaci czułem się wyjątkowo dobrze. Po dłuższym czasie poczułem, jak wściekłość powoli mnie opuszcza, zastępowana przez obojętność i zdeterminowanie. Biegliśmy przez las, będąc nierozpoznawalni dla ewentualnych przechodniów. Ot, dwóch wilczych towarzyszy, nauczonych, aby przenosić rzeczy swojego właściciela.
Biegliśmy.

<Abigail?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.