piątek, 23 lutego 2018

Od Abigail do Bluvertigo

Przez całą drogę wsłuchiwałam się w jazdę bandytów. Byli coraz dalej, to dobrze. Za niedługo możemy ich zgubić. Tak bardzo się tym zajęłam, że nie poczułam, że jego wilk jest zmęczony, a kiedy on mnie wyrwał z zamyślenia mogłam być trochę opryskliwa. Po paru godzinach zaczęłam czuć ludzi, pełno ludzi. Zapewne jakieś miasto.
- Zatrzymamy się w karczmie - uśmiechnęłam się do niego. Wiem, ze nasza znajomość nie zaczęła się jakoś idealnie, ale zawsze można to zmienić. W odpowiedzi usłyszałam jedynie jakieś pomruki. No okej, jak nie chce rozmawiać to na razie nie. Nie będę go zmuszać. Dalej nasłuchiwałam, czy ktoś jedzie za nami. Na szczęście skręcili gdzieś w druga stronę.
- Mamy ich na jakiś czas z głowy - powiedziałam przez ramię uśmiechając się.
Dzisiaj byłam całkiem radosna. Trochę zarobiłam, właśnie podpadłam koledze, uciekam z nieznajomym przez las. Jeden z ciekawszych dni. A ile to ich było w moim życiu? Na pewno dużo. Sama się prawie zaśmiałam z tego co myślę. Popatrzyłam na Jaxa, starał się nie okazywać słabości, ale ja czułam, że coś jest z nim nie tak. Nie chciałam być wścibska, dlatego na razie nic nie mówiłam.
- Możemy trochę zwolnić, są dość daleko - uśmiechnęłam się, lekko spowalniając.
Usłyszałam trzepot skrzydeł. puściłam lejce i wzięłam łuk z pleców. Wycelowałam nad siebie, jeszcze chwila i... w moje ręce spadł gołąb. Otworzyłam zawartość małego pakunku, który miał przywiązany do nóżki. Był to list gończy.
- Powoli stajesz się sławny - powiedziałam do niego, rzucając w jego stronę zawiniątko.
- Co to? - zapytał czytając treść.
- Jak mówiłam stajesz się sławny. Masz szczęście, że ustrzeliłam tego gołębia, niósł go do łowców. Oni nie są jak tamte bandziory, wytropili by cię w max dziesięć dni, jeżeli byś się dobrze ukrywał to miesiąc. Z zabiciem cię nie mieli by dużego problemu, jeszcze nikt kogo mieli na swojej liście nie przeżył - oprócz mnie, ale tego nie musi wiedzieć. Pokiwał tylko głową i schował ten pakunek z listem do kieszeni. Była w nim zaliczka za jego głowę, niech sobie ją weźmie. Ja już nie potrzebuję pieniędzy, mam ich za nadto. W oddali widziałam lampy.
- Zbliżamy się - oznajmiłam.
zaczęłam powoli słyszeć, jak kopyta konia stukają o brukową ścieżkę. Na szczęście była noc tylko, że w karczmie będzie dużo ludzi. Nie lubiłam ich, a najbardziej facetów.
Blask ulicznych lamp oświetlał nam drogę, kierowałam nas do karczmy, mam nadzieję, że będą tam jakieś łóżka.
Zsiedliśmy z koni, a ja je przywiązałam.
- Zatrzymamy się tu - oznajmiłam otwierając drzwi. Jeszce zanim weszliśmy doszły mnie rozmowy z karczmy. Weszliśmy, a wzrok większości mężczyzn utkwił we mnie. Myślałam, że ich wszystkich zabiję za to co myślą. Starałam się ze spokojem dojść do lady.
- Dzieńdobry, czy ma pan dwa pokoje? - zapytałam barmana.
- Niestety został tylko jeden - oznajmił czyszcząc szklanki.
- A jest przynajmniej dwuosobowy? - mężczyzna skinął - To zostaniemy tu na jedną noc - powiedziałam dając mężczyźnie trzy korony, a on nam wręczył klucze. kiedy wchodziłam po schodach słyszałam już szepty mężczyzn i wcale nie były lepsze od myśli. Jak zawsze starałam się tym nie przejmować. Niestety zwracanie uwagi płci przeciwnej to jedna z wad bycia idealnym drapieżnikiem. Otworzyłam drzwi do pokoju.
- Zajmuję to pod oknem - powiedziałam podbiegając do niego i rzucając tam swoją torbę. Wyciągnęłam z niej piżamę. - A teraz pójdę do łazienki - uśmiechnęłam się do niego i napuściłam wody do wanny gorącej niczym wrzątek. Weszłam do niej i zanurzyłam głowę. Wreszcie spokój i cisza. Woda lekko tłumiła wszystkie rozmowy.

(Bluvertigo(Vertigo)?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.